Jakoś pod koniec maja stwierdziłam, że na zimę trzeba by uszyć coś ciepłego. Zakochałam się w tym przepięknym merino w drobny wzorek, ale cena powaliła mnie na kolana. Z ciężkim sercem odłożyłam belę na półkę i starałam się o niej zapomnieć. Kilka tygodni później zupełnym przypadkiem w internecie trafiłam na to same merino w trochę bardziej przystępnej cenie. Kilka kliknięć myszką i dzień później trafiła do mnie paczka z tym cudem. Merino jednak musiało odczekać swoje - bałam się je pociąć ;)
W końcu na początku sierpnia, po szczególnie dotkliwych chłodach przyszedł czas na powiększenie mojej garderoby o ciepły top. Wybrałam model New Look 6150 - wcześniej uszyłam model bez rękawów i z kopertowym przodem, tym razem zwykłą bluzkę z długim rękawem (musiałam przedłużyć rękawów). Rozmiar 16 wydawał mi się odpowiednim aż do momentu kiedy przymierzyłam gotową bluzkę... była ogromniasta! Wisiała na mnie i wygladała okropnie. Przy okazji rozciągnęłam też dekolt przy wszywaniu pliski.
Rozpoczęłam mozolne prucie szwów. Nie było to łatwe bo nitka dobrana została perfekcyjnie, ale się udało. Zwęziłam bluzkę po bokach, poprawiłam szwy ramienia, zwęziłam rękawy i wykończyłam dekolt od nowa, tym razem wcześniej stabilizując brzeg i przyszywając część pliski ręcznie. Teraz wygląda to o wiele lepiej. Niestety dolny brzeg wyciągnął się przy jego wykończaniu i od miesiąca mam w planach skrócić bluzkę o 5 cm tym samym poprawiając ten brzeg... Może kiedyś mi się uda to zrobić ;)
Mimo niedociągnięć bluzka ta noszona jest przeze mnie bardzo często. Jest ciepła i mięciutka i bardzo fajnie się nosi. Zdjęcia jak widać zostały zrobione w Wellingtońskim Zoo. Skorzystałam z okazji żeby zmienic scenerię bo zazwyczaj na blogu widzicie moje podwórko ;)
 |
Perspektywa... Niestety w rzeczywistości mam tylko 160 cm :) |
 |
Wykończenie dekoltu |
I kilka zdjęć z Zoo. Mam słabość do ogrodów zoologicznych, pewnie pozostałość z czasów licealnych kiedy z kumpelą chodziłyśmy na wagary do wrocławskiego zoo. Było po drodze do szkoły więc czasami zdarzała nam się wysiąść kilka przystanków wcześniej ;) Szczególnie fajnie było tam w styczniu czy w lutym kiedy byłyśmy jedynymi osobami w całym zoo. Te wellingtonskie jest malutkie ale ma bardzo fajny wyluzowany charakter. No i można tu odwiedzić ptaszki kiwi :)