Miało nie być letnich sukienek zimą, ale nie mogłam się oprzeć. Mam kupkę materiałów przygotowanych do szycia, ale ciężko mi się było za nie zabrać. Przejrzałam więc swoje pudło z tkaninami. W łapki wpadła mi bawełniana satyna w przepiękny kwiatowy wzór, która była też jednym z pierwszych materiałów jakie kupiłam jak zaczęłam szyć. Sparowałam ja z wykrojem marki Simplicity (ich wykroje w Pl można znaleźć w Annie - moda na szycie). Wykrój numer 1880 widziałam na wielu blogach zagranicznych i zawsze czytałam o nim same pochwały. Model ten wydaje się wyglądać dobrze na kobitkach o różnych rozmiarach i kształtach wiec jak tylko miałam okazję go zdobyć po trochę niższej cenie nie wahałam się ani chwili. Stwierdzam też że było warto ;)
Sukienka ta ma dwie różne opcje - szmizjerka lub sukienka kopertowa (obie wersje maja zamki w boku) i do tego trzy różne rękawy. Jest w czym wybierać. Ja zdecydowałam się na dekolt kopertowy i miałam nie mały problem z rękawami. Ale poradziłam się instagramowiczów dzięki którym sukienka ma teraz krótkie czarne rękawki. W tabelce rozmiarów znalazłam rozmiar pod moje wymiary i wybrałam o jeden mniejszy ;) To mój standard w wykrojach New Looka i Simplicity bo projektowane są one z większym luzem niż ja lubię. Gdzieś tam w głowie kotłowała mi się myśl żeby może wybrać jeszcze mniejszy rozmiar i dodać miejsce na biust ale lenistwo wygrało z rozsądkiem. W konsekwencji musiałam dodać zaszewki bo sukienka bardzo odstawała przy pachach. Moja wina! Następnym razem nie będę szła na skróty.
Sukienka jest dość prosta w uszyciu, chociaż same jej stworzenie zajęło mi aż cztery weekendy. To akurat bardziej kwestia moich ograniczeń czasowych. Jednej niedzieli uszyłam cala sukienkę - zostały mi tylko rękawy i podwiniecie dolnego brzegu. W następny weekend mieliśmy urodzinowa imprezę chłopaka i udało mi się znaleźć tylko 30 min na szycie - bardzo szybko okazało się ze mam trochę za mało doświadczenia z moja stopką do brzegu rolowanego. Skończyło się na tym ze szyłam 3 minuty a 27 prułam szew ;)
W następny weekend miałam warsztat z szycia i po powrocie do domu nie mogłam się nawet patrzeć na maszynę ;) Jedynie wieczorem usiadłam żeby "na szybko"wszyć rękawy i podłożyć dol. Wszystko szlo mi bardzo dobrze aż do momentu w którym musiałam wszyć drugi rękawek... Marszczył się niesamowicie! Zastosowałam każdy mi znany trik i kilka których wcześniej nie znałam, ale nic pomagało. Poszłam wiec spać ;) Wczoraj rękawek wszył się bez problemu i jeszcze udało mi się uszyć pasek. Nawet zdjęcia zrobiłam od razu pomimo ze temperatura zdecydowanie nie jest odpowiednia do gołych nóg!
Sukienkę bardzo lubię i nie mogę doczekać się wiosny! No chyba ze uszyje sobie cieplutkie sweterki to będę ja mogła nosić nawet w zimie. Sukienka ma jeszcze mała niespodziankę - zdecydowałam się dodać metkę. Kiedyś kupiłam wstążkę z cytatem Oskara Wilde "Mogę oprzeć się wszystkiemu tylko nie pokusie" i wreszcie udało mi się gdzieś ja wykorzystać :)