sobota, 15 lutego 2014

O spełnionym marzeniu :)

O paralotni marzyłam od dzieciństwa :) Nie było to takie obsesyjne marzenie, ale gdzieś tak w głowie mi siedziało, że kiedyś chciałabym się przelecieć i zobaczyć jak to jest. Ja wogóle taka jakaś dziwna jestem - mam lęk wysokości, najlepiej czuję się na ziemi ale marzy mi się całkiem sporo podniebnych rzeczy. Gdy przyleciałam do Queenstown nawet nie planowałam żadnych takich atrakcji, ale jak zobaczyłam te przepiękne kolorowe spadochrony na tle błękitnego nieba, marzenie odżyło. Stwierdziłam też, że od tego są wakacje, żeby próbować nowych rzeczy i wykreślać kolejne punkty z listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią ;) Dwa lata temu było to karmienie kangurów i głaskanie koali, w zeszłym roku był to zorbing... Chyba zaczęła mi się nowa tradycja!
Zobaczcie sami - nie skusilibyście się przez takie widoki?
 



Tutaj już ja :) Dobrze że podczas lotu były robione zdjęcia - będą fajną pamiątką na przyszłość. Cieszę się niesamowicie, że spróbowałam jak to jest. Paralotnia to fajna sprawa, ja byłam zachwycona i chciałabym to jeszcze kiedyś powtórzyć. Widoki były niesamowite! Cały lot trwał około 20 minut, zyskaliśmy całkiem spora wysokość, miałam okazję popilotować paralotnię i zrobiliśmy kilka tricków. Sam start i lądowanie nie są może najprzyjemniejsze, ale nie są znowu takie złe ;) Paralotni nie polecam jednak osobom cierpiącym na choroby lokomocyjne - w naszej grupie na 6 osób, 3 wylądowały zielonkawe na twarzy... Natomiast jeśli ktoś sobie marzy o skoku na spadochronie, ale się jednak za bardzo boi to paralotnia jest bardzo dobrym rozwiązaniem - lot jest podobny ale nie ma samego spadania ;)







Następne marzenie powietrzne to lotnia :) Mam też ochotę na skok ze spadochronem, lot na paralotni ciągniętej przez motorówkę i lot balonem. A Wy? Macie jakieś podobne marzenia? CZy raczej mocno stąpacie po ziemi?



Pages - Menu