Kiedy uszyłam moje spodnie w kropki to wiedziałam, że ten wykrój będzie wykorzystany jeszcze nie raz. Okazja nadarzyła się, kiedy podczas wypadu do sklepu z tkaninami kupiłam granatowy dżins. Zakup ten zrobiony został jakoś pod koniec kwietnia, ale nie mogłam się zabrać do szycia. Głównym powodem były moje dylematy rozmiarowe. Tkanina w kropki była bardzo rozciągliwa i spodnie wyszły trochę za duże. Mój dżins ma odrobinę lycry, ale nie za dużo i bałam się że wyjdą za male. Koniec końców stwierdziłam ze od tego myślenia boli mnie głowa i wykrój wycięłam o rozmiar większy ;)
Był to prawie strzał w 10! Spodnie są trochę ciasnawe, ale dajcie mi tydzień lub dwa - w ciągu ostatnich tygodni udało mi się zrzucić 6 kg wiec liczę na to, że będę je nosić tak od czerwca. Szycie nie sprawiło mi żadnych problemow, nawet mój rozporek tym razem się udał! Dziurkę musiałam zrobić samodzielnie za pomocą zygzaka, wiec wyszła trochę koślawa. Guzik to jeden z tych zapasowych dodawanych do sklepowych dżinsów. Brzegi kieszeni zostały wykończone wiskozowa taśmą "Snug Hug" - fajna opcja bo taśma ta jest cieniutka i się nie odznacza po drugiej stronie. Miałam okazje ją wypróbować dzięki koleżance i chyba sama zamówię sobie szpulkę dla siebie. Czasami się pewnie przyda. Kieszenie jak zwykle musiały być kolorowe - wykorzystałam bawełniane ścinki.
Niestety ten dżins okazał się taki sobie jeżeli chodzi o jakość. Jest trochę za cienki na spodnie i łatwo go uszkodzić - zostały na nim ślady po rozpruwaniu szwów. Nie jestem z tego powodu zbyt szczęśliwa. Ale planuje kolejna wersje - mam w domu fajny material, gruba bawełnę, która powinna spisać się na medal w połączeniu z tym wykrojem. No i oczywiście wciąż szukam idealnego dżinsu ;)
A tu już dżinsy w przybliżeniu:
Wspomniana taśma - krzywo przyszyta, ale brakuje mi wprawy. |