Pokazywanie postów oznaczonych etykietą merino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą merino. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 sierpnia 2016

Zimowy grzeniec

Nigdy nie zgadłabym, że taka cieniutka mieszanka merino i nylonu może tak grzać! Całe szczęście, że uszyłam z niej sukienkę z długim rękawem! Grzała mnie przez całą zimę i pewnie niedługo pójdzie w odstawkę bo wiosna już tuż tuż.


Sukienka to model 118 z Burdy 10/2012 - bardzo popularny model, czemu się zupełnie nie dziwię! Uszyłam już kiedyś z tego wykroju sukienkę, nigdy nie pokazaną na blogu - niestety połaczenie wybranej tkaniny i wybranego rozmiaru okazało się fatalne i w sukience nie dało się za bardzo oddychać ;) Tym razem rezultat jest o wiele lepszy. Przy użyciu owerlocka ten model szyje się go błyskawicznie. Ze względu na dość rozciągliwą dzianinę ominęłam zamek i zaszewki, pogłębiając za to wcięcie w talii. Do tego skróciłam ją o jakieś 10 cm. I tyle! Jedyne o czym zapomniałam to zapasy na szwy! Sukienka jest więc trochę obcisła. Po zrobieniu tych zdjęć zaopatrzyłam się w porządną halkę i sukienka od razu lepiej się układa.


Podziękowania dla Olgi za zdjęcia - nawet w dalekiej Nowej Zelandii można znaleźć rodaczki i do tego takie co szyją! Sukienka jest w ciągłej rotacji od dwóch miesięcy i sprawdza się idealnie na tutejszą zimę :)








niedziela, 25 października 2015

Czerwono-czarna

Jak zwykle nie mam dobrego pomysłu na tutuł postu! Musze chyba nad tym popracować ;)
W Nowej Zelandii mamy właśnie środek wiosny więc robi się coraz cieplej i przyjemniej. Ale trochę na przekór pogodzie ja mam do pokazania zestaw bardziej zimowy. 


Czarny top to powtórka z rozrywki - New Look 6150 pokazany po raz pierwszy tutaj. Tym razem uszyty z grubej i stabilnej dzianiny dwustronnej - merino z jednej, a coś piankopodobnego z drugiej strony. Nie wiem która strona powinna być lewą, ja zdecydowałam że merino ma głębszy kolor i będzie na wierzchu. Znowu wykroiłam rozmiar 16 i tym razem nie musiałam nic zmniejszać ze względu na bardziej stabilny materiał. Musiałam jedynie dodać małe zaszewki zbierające trochę materiał w okolicach pach. Całą bluzkę skróciłam też kilka centymetrów. Nie do końca jestem zadowolona z wszycia rękawów, chociaż to może tez być kwestia dość sztywnej dzianiny. Niemniej jednak od kiedy skończyłam ją w sierpniu noszona jest regularnie - sprawdza się fantastycznie w chłodne dni! 


Spódnica za to została zainspirowana uszytkiem Iwony z Paragwaju i została uszyta wieki temu - w kwietniu albo w maju. Model 117A Burda 3/2014, a materiał to gruba bawełna, która niestety gniecie się niemiłosiernie - po kilku godzinach siedzenia w biurze wygląda niestety niezbyt ciekawie. Trochę inaczej ułożyłam zakładki i dodałam szlufki. Wszycie zamka poszło mi całkiem ok, ale później coś zmajstrowałam przy wszywaniu paska i musiałam ratować się guzikiem i pętelką z materiału. W sumie mi to nie przeszkadza, szczególnie że spódnica noszona jest głownie z wąskim paskiem. Gdyby się tak nie gniotła to nosiłabym ją non stop!






sobota, 26 września 2015

Zimowy zygzag

Jakoś pod koniec maja stwierdziłam, że na zimę trzeba by uszyć coś ciepłego. Zakochałam się w tym przepięknym merino w drobny wzorek, ale cena powaliła mnie na kolana. Z ciężkim sercem odłożyłam belę na półkę i starałam się o niej zapomnieć. Kilka tygodni później zupełnym przypadkiem w internecie trafiłam na to same merino w trochę bardziej przystępnej cenie. Kilka kliknięć myszką i dzień później trafiła do mnie paczka z tym cudem. Merino jednak musiało odczekać swoje - bałam się je pociąć ;) 


W końcu na początku sierpnia, po szczególnie dotkliwych chłodach przyszedł czas na powiększenie mojej garderoby o ciepły top. Wybrałam model New Look 6150 - wcześniej uszyłam model bez rękawów i z kopertowym przodem, tym razem zwykłą bluzkę z długim rękawem (musiałam przedłużyć rękawów). Rozmiar 16 wydawał mi się odpowiednim aż do momentu kiedy przymierzyłam gotową bluzkę... była ogromniasta! Wisiała na mnie i wygladała okropnie. Przy okazji rozciągnęłam też dekolt przy wszywaniu pliski.


Rozpoczęłam mozolne prucie szwów. Nie było to łatwe bo nitka dobrana została perfekcyjnie, ale się udało. Zwęziłam bluzkę po bokach, poprawiłam szwy ramienia, zwęziłam rękawy i wykończyłam dekolt od nowa, tym razem wcześniej stabilizując brzeg i przyszywając część pliski ręcznie. Teraz wygląda to o wiele lepiej. Niestety dolny brzeg wyciągnął się przy jego wykończaniu i od miesiąca mam w planach skrócić bluzkę o 5 cm tym samym poprawiając ten brzeg... Może kiedyś mi się uda to zrobić ;)


Mimo niedociągnięć bluzka ta noszona jest przeze mnie bardzo często. Jest ciepła i mięciutka i bardzo fajnie się nosi. Zdjęcia jak widać zostały zrobione w Wellingtońskim Zoo. Skorzystałam z okazji żeby zmienic scenerię bo zazwyczaj na blogu widzicie moje podwórko ;) 

Perspektywa... Niestety w rzeczywistości mam tylko 160 cm :)
Wykończenie dekoltu
I kilka zdjęć z Zoo. Mam słabość do ogrodów zoologicznych, pewnie pozostałość z czasów licealnych kiedy z kumpelą chodziłyśmy na wagary do wrocławskiego zoo. Było po drodze do szkoły więc czasami zdarzała nam się wysiąść kilka przystanków wcześniej ;) Szczególnie fajnie było tam w styczniu czy w lutym kiedy byłyśmy jedynymi osobami w całym zoo. Te wellingtonskie jest malutkie ale ma bardzo fajny wyluzowany charakter. No i można tu odwiedzić ptaszki kiwi :)









piątek, 17 lipca 2015

Kardigan na zimniejsze dni

Zima w Nowej Zelandii zaczyna się z początkiem czerwca i tak sobie trwa do września. I niby nie jest aż tak zimno bo zazwyczaj temperatury zimą to 10-15 stopni ale w tym roku jesteśmy niestety pod wpływem wiru polarnego. Temperatury spadły do 0-10 C co oczywiście wciąż nie jest porównywalne do naszych polskich zim. Ale budynki tutaj buduje się inaczej i bardziej przypominają one nasze altanki działkowe - cienkie ściany bez ocieplenia, pojedyncze szyby w oknach i brak centralnego. Sprawia to ze w środku jest zazwyczaj tylko kilka stopni więcej niż na zewnątrz. Rekord w tym zakresie pobiła moja koleżanka z pracy bo zanotowała ostatnio 2 stopnie w  pokoju gościnnym!

Aby się przygotować do zimy w biurze gdzieś w okolicach maja postanowiłam uszyć sobie kardigany z wełny merino. Wprawdzie owce tej rasy pochodzą z Hiszpanii ale to właśnie w NZ i w Australii hoduje się ich najwięcej. Tutaj w zasadzie są podstawą zimowego ubioru. Udało mi się dopaść przepiękny kawałek wełny w bordowo-różowe wzory, ale pomyślałam sobie ze najpierw przetestuje wybrany wykrój na tańszej mieszance merino z nylonem. Była to bardzo dobra decyzja ;)
Kardigan powstał z wykroju firmy McCalls M6844. Oznaczony on jest jako łatwy i ma cztery różne wariacje - ja wybrałam ten krótszy z baskinką. Zgodnie z tabelka wykroiłam rozmiar L. Nic w wykroju nie zmieniałam. Następnym razem na pewno uszyje mniejszy rozmiar i dokonam modyfikacji na pełny biust. Będę musiała tez skrócić rękawy i szew ramienia. 
Materiał okazał się mało chętny do współpracy - rozprasowanie szwów okazało się niemożliwe - nawet porządne potraktowanie para wodna tutaj się nie sprawdziło. Szwy wyglądają wiec bardzo niechlujnie. Podłożenie dołu tez pozostawia wiele do życzenia. Ponadto tkanina ma skłonności do zaciągania wiec zadowolona z mojego kardiganu nie jestem :/ Nawet sfotografować porządnie się nie chciał!
Ale wykrój ten ma jednak bardzo duży potencjał i na pewno powstanie z niego niejeden uszytek. Marzy mi się kilka takich sweterków w różnych jednolitych kolorach. A mój kawałek bordowego merino zostawię sobie na jakąś bluzkę ;) 




Pages - Menu