Pokazywanie postów oznaczonych etykietą top. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą top. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2017

Astoria po raz drugi

Na blogu pojawiła się chyba tylko raz, chociaż w szafie mam już ich kilka. Wykrój to oczywiście Astoria, bluzka z magazynu Seamwork, po kilku modyfikacjach. Jest to jeden z tych niesamowicie uniwersalnych wykroi, który można uszyć milion razy i nigdy się nie znudzić!



Wspomniane modyfikacje: po pierwsze - dekolt. Oryginalna łódka niestety na mojej figurze się nie sprawdza, więc zmodyfikowałam go na wciąż dość zabudowany, ale przynajmniej okrągły dekolt. Po drugie przedłużyłam przód i tył o 5 cm po to żebym mogła ją nosić do wyższych spodni czy spódnic, choć nie koniecznie takich z typowym wysokim stanie. 


Materiał to dzianina o nieznanym składzie i dość ciekawej teksturze. Kolejny zakup za grosze - uwielbiam wyprzedaże w sklepach z materiałami! Całość uszyta na overlocku za wyłączeniem rękawów - zrobiłam podwójne podwinięcie przeszyte potrójnym zygzakiem. 


Żeby nie zanudzić Was zdjęciami mojego podwórka, wybrałam się na wycieczkę do Castlepoint na wschodnim wybrzeżu Wyspy Północnej Nowej Zelandii. Dwie godziny w samochodzie dzielą mnie od tego widoku! Latarnia przekroczyła moje oczekiwania - jest cudowna i zbudowana w przepięknej okolicy. Po pięciu latach w tym kraju wciąż jestem nim zachwycona i prędko się to nie zmieni!











sobota, 26 września 2015

Zimowy zygzag

Jakoś pod koniec maja stwierdziłam, że na zimę trzeba by uszyć coś ciepłego. Zakochałam się w tym przepięknym merino w drobny wzorek, ale cena powaliła mnie na kolana. Z ciężkim sercem odłożyłam belę na półkę i starałam się o niej zapomnieć. Kilka tygodni później zupełnym przypadkiem w internecie trafiłam na to same merino w trochę bardziej przystępnej cenie. Kilka kliknięć myszką i dzień później trafiła do mnie paczka z tym cudem. Merino jednak musiało odczekać swoje - bałam się je pociąć ;) 


W końcu na początku sierpnia, po szczególnie dotkliwych chłodach przyszedł czas na powiększenie mojej garderoby o ciepły top. Wybrałam model New Look 6150 - wcześniej uszyłam model bez rękawów i z kopertowym przodem, tym razem zwykłą bluzkę z długim rękawem (musiałam przedłużyć rękawów). Rozmiar 16 wydawał mi się odpowiednim aż do momentu kiedy przymierzyłam gotową bluzkę... była ogromniasta! Wisiała na mnie i wygladała okropnie. Przy okazji rozciągnęłam też dekolt przy wszywaniu pliski.


Rozpoczęłam mozolne prucie szwów. Nie było to łatwe bo nitka dobrana została perfekcyjnie, ale się udało. Zwęziłam bluzkę po bokach, poprawiłam szwy ramienia, zwęziłam rękawy i wykończyłam dekolt od nowa, tym razem wcześniej stabilizując brzeg i przyszywając część pliski ręcznie. Teraz wygląda to o wiele lepiej. Niestety dolny brzeg wyciągnął się przy jego wykończaniu i od miesiąca mam w planach skrócić bluzkę o 5 cm tym samym poprawiając ten brzeg... Może kiedyś mi się uda to zrobić ;)


Mimo niedociągnięć bluzka ta noszona jest przeze mnie bardzo często. Jest ciepła i mięciutka i bardzo fajnie się nosi. Zdjęcia jak widać zostały zrobione w Wellingtońskim Zoo. Skorzystałam z okazji żeby zmienic scenerię bo zazwyczaj na blogu widzicie moje podwórko ;) 

Perspektywa... Niestety w rzeczywistości mam tylko 160 cm :)
Wykończenie dekoltu
I kilka zdjęć z Zoo. Mam słabość do ogrodów zoologicznych, pewnie pozostałość z czasów licealnych kiedy z kumpelą chodziłyśmy na wagary do wrocławskiego zoo. Było po drodze do szkoły więc czasami zdarzała nam się wysiąść kilka przystanków wcześniej ;) Szczególnie fajnie było tam w styczniu czy w lutym kiedy byłyśmy jedynymi osobami w całym zoo. Te wellingtonskie jest malutkie ale ma bardzo fajny wyluzowany charakter. No i można tu odwiedzić ptaszki kiwi :)









piątek, 12 czerwca 2015

Astoria numer jeden

Mało mam w mojej garderobie bluzek. Jakoś tak wyszło, że je szyje mi się najgorzej. Problem jest jednak w tym, że każda próba zakupów ubraniowych kończy się tym samym - frustracją że w tych sklepach nic nie ma, nic mi nie pasuje i jest uszyte tak ze jak przeżyje 2-3 prania to będzie cud... Tez tak macie? 



W każdym razie, kiedy w  kwietniowej edycji Seamwork Magazine pojawiła się krótka bluzeczka o wdzięcznej nazwie Astoria wiedziałam że prędzej czy później ja uszyje. 
Seamwork  to internetowy magazyn o szyciu stworzony przez Sarai, która projektuje tez wykroje pod własną marka Colette Patterns. Prenumerata magazynu z dwoma wykrojami PDF  kosztuje 6USD ale sam magazyn można przeczytać za darmo. Wykroje z magazynu są raczej proste, ale za to bardzo uniwersalne i stanowią niezłą bazę ubraniowa.



Ale wróćmy do Astorii. Uwielbiam tego typu bluzeczki na innych ludziach - zabudowany dekolt i długość do talii.  Niestety mi taki dekolt dodaje wizualnie co najmniej 10 kg i zaburza moje proporcje wiec zamieniłam go na szpic. Wykrój ma tylko kilka części, samo szycie zajęło mi niecałą godzinę! Szwy ramion dodatkowo wzmocniłam przezroczysta taśmą żeby zapobiec rozciąganiu. Wydaje mi się  tez ze skróciłam ich długość o ok 2 cm- jest to moja standardowa modyfikacja.

Tutaj najbardziej widać różnicę w kolorze
Materiał to lekko rozciągliwa dzianina bawełniana wygrzebana w koszu z "resztkami" w moim lokalnych sklepie z tkaninami. Kawałek miał wymiary 50 cm x 150 cm i wystarczył bez problemu. Jest jednak coś czego nie zauważyłam przy krojeniu materiału - z jednej strony był on trochę wyblakły! W rezultacie moje kawałki miały delikatnie różne odcienie tego samego koloru ale na szczęście nie rzuca się to bardzo w oczy. Bluzka ta najczęściej noszona jest w zestawie z czarna ołówkową spódnicą i zawsze zgarniam w niej komplementy :D 


Moje wykończenie "V" - wciąż nieidealne ale idzie mi coraz lepiej :)

czwartek, 14 maja 2015

Maly niebieski top

To prawie tak jak mała czarna, nie? Swoja droga przydała by mi się mała czarna bo moja obecna uniwersalna sukienka pomału się rozpada ;) Ale wracamy to bluzki...

Az wstyd przyznać ze uszyta została ona w grudniu i dopiero teraz udało mi się o niej napisać! Zdjęcia zrobione zostały tez wieki temu bo chyba w lutym (oceniając po długości włosów). Pewnie nigdy nie ujrzałyby światła dziennego gdyby nie mój laptop, który zaczął ostatnio świrować. Całkiem możliwe że skończy się na tym, że zostanie oddany do naprawy (zgadnijcie kiedy skończyła się gwarancja?) wiec musiałam przejrzeć wszystkie pliki i mieć pewność, że nie stracę żadnych ważnych dokumentów/zdjęć.

Bluzka to model 111 z Burdy 2/2014 chociaż kilka bardzo podobnych modeli można znaleźć w innych wydaniach. Krótka, szeroka i z falbankami? Zdecydowanie nie dla mnie ale zauważyłam w niej potencjał. Tyl i przód przedłużyłam o 10 cm. Po przekopiowaniu wykroju zmierzyłam go w biuście - ponad 20 cm luzu!!! Nie chciało mi się kopiować mniejszego rozmiaru wiec zwęziłam wykrój na linii przodu i tylu co oczywiście zmniejszyło tez dekolt. Szkoda tylko że nie pomyślałam żeby to samo zrobić z odszyciami ;) Tym samym dekolt wykończony jest za pomocą podwójnej igły i wygląda całkiem fajnie według mnie. Tkanina to resztki pozostałe po tej sukience.

Coś co mnie w tej bluzce wkurza to zaszewki w rękawach - albo ja mam jakieś kanciaste ramiona albo zaszewki są źle skonstruowane. Albo po prostu nie umiem szyć ;) Poprawiłam je 3 razy aż w końcu się poddałam - następnym razem albo zasięgnę porady koleżanek albo sama sobie skonstruuje te rękawy!

A co do samych zdjęć - średnio wychodzi mi bycie fotografem i modelem w jednym! Nie zawsze jednak mam kogoś kto może mi porobić zdjęcia. Musze się chyba nauczyć lepiej pozować ;)





wtorek, 5 maja 2015

UFO nad UFAmi

UFO zaczęte grupo ponad rok temu, skończone w lutym, sfotografowane w marcu a teraz mamy maj... Żółwie tempo na szczęście dotyczy tylko bloga i zdjęć bo szyciowo ostatnio całkiem dobrze mi idzie i mam już sporo nowych ciuchów do pokazania. Jeszcze tylko żeby znaleźć czas i trafić na odpowiednią pogodę i będzie super. W Nowej Zelandii mamy teraz późną jesień co oznacza, że jak wracam do domu to już jest dość ciemno i zdjęcia wychodzą paskudne. Znowu w weekendy cały czas coś się dzieje albo spędzam je przy maszynie - wiecie, jak mam do wybory godzinę szycia lub przebranie się, doprowadzenie się do w miarę porządnego stanu, rozstawienie aparatu i statywu, zrobienie zdjęć to oczywiście wybieram szycie ;)


No ale wróćmy do mojego UFO. Niestety jest to jeden z najsłabszych moich tworów i bardzo rzadko go noszę - najczęściej pod żakietami/sweterkami i włożony do spodni/spódnicy. A szkoda bo lubię zarówna tę tkaninę jaki i model (Burda 7/2013).
Co do tkaniny - ciesze się że kupiłam ja jak o szyciu miałam male pojecie... Materiał jest cienki, bardzo rozciągliwy, śliski i moja maszyna zdecydowanie odmówiła z nią współpracy. Pomogły mi paski papieru podkładane pod tkaninę a transporter. Jak doszło do wykańczania brzegów to się poddałam ;)

Po ponad roku stwierdziłam, że trzeba to UFO wykończyć. Pomyślałam że może stopka z górnym transporterem i podwójna igła będą rozwiązaniem mojego problemu.... Niestety nie. Ostatecznie brzegi wykończyłam satynowa lamówką. Nie do końca jestem zadowolona z efektu bo lamówka ta elastyczna za bardzo nie jest i marszczy się. Teraz sobie myślę że może porządna sesja z żelazkiem by jej pomogła ;)  
Jak już pisałam ta bluzka nie jest szczytem moich umiejętności krawieckich i na mnie prezentuje się tak sobie - szczególnie w tym wydaniu. Materiał jest z rodzaju tych co pokazują każdą fałdkę. Bluzka tez śmiesznie odstaje na dole. Ale nikt przecież nie mówił, że każdy mój uszytek będzie ekstra, nie?

A przy okazji poznajcie Pana Dynię. Wraz z koleżankami zorganizowałyśmy sobie jesienną wymianę ręcznie robionych prezentów. Do motywów typowo jesiennych włączyłyśmy Halloween i meksykański Dzień Zmarłych. Mnie w prezencie trafił się ten oto okaz. Fajny, nie?

środa, 11 marca 2015

Paski na różowo

Taki dzisiaj prostą bluzeczkę Wam pokażę. Wykorzystałam wykrój New Look o numerze 6150 ale wiem, że był on także w jednym z numerów Anny - mody na szycie. Uszyłam model bez rękawów bo po pierwsze - te pomarszczone wygladały okropnie, a po drugie bluzkę szyłam w środku lata. Cztery elementy sprawiły, że bluzka powstała w mgnieniu oka. Dzianinę wyszperałam w lumpeksie. Nie jest ona bardzo rozciągliwa, ale ma ciekawy kolor - paseczki są delikatnie metaliczne. Niestety na zdjęciach słabo to widać. W sumie to dużo więcej nie mam do powiedzenia/napisania o tym uszytku - koń jaki jest każdy widzi ;) Na pewno uszyję jeszcze jedną wersję, tym razem z rękawami bo zima się zbliża do nas wielkimi krokami!






Pozdrawiam :)

Pages - Menu