środa, 11 marca 2015

Paski na różowo

Taki dzisiaj prostą bluzeczkę Wam pokażę. Wykorzystałam wykrój New Look o numerze 6150 ale wiem, że był on także w jednym z numerów Anny - mody na szycie. Uszyłam model bez rękawów bo po pierwsze - te pomarszczone wygladały okropnie, a po drugie bluzkę szyłam w środku lata. Cztery elementy sprawiły, że bluzka powstała w mgnieniu oka. Dzianinę wyszperałam w lumpeksie. Nie jest ona bardzo rozciągliwa, ale ma ciekawy kolor - paseczki są delikatnie metaliczne. Niestety na zdjęciach słabo to widać. W sumie to dużo więcej nie mam do powiedzenia/napisania o tym uszytku - koń jaki jest każdy widzi ;) Na pewno uszyję jeszcze jedną wersję, tym razem z rękawami bo zima się zbliża do nas wielkimi krokami!






Pozdrawiam :)

poniedziałek, 2 marca 2015

No to co - szyjemy spodnie?

Witam po krótkiej przerwie! Wracam z nowym maleństwem do robienia zdjęć. Mam nadzieje ze jakość fotografii na blogu się poprawi, ale pewnie trochę mi zajmie obcykanie co i jak, więc nic nie obiecuje ;)

Jednym z moich celów na ten rok jest  zagłębienie się w tematy okolospodniowe. Kupno spodni to dla mnie zazwyczaj traumatyczne przeżycie wiec fajnie byłoby móc je sobie uszyć samemu. Technicznie nie jest to trudna sprawa - kilka szwów i zamek, dla bardziej zaawansowanych kieszenie i rozporek. Luzik! Problem zaczyna się jak chcemy te spodnie uszyć tak aby ładnie się układały i nam pasowały. A to już jest wyższa szkoła jazdy!
Moje pierwsze podejście do tematu spodni to dość luźne spodnie o wdzięcznej nazwie Aintoinette zaprojektowane przez australijska markę Style Arc. Jest to mój pierwszy, ale i chyba tez ostatni wykrój tej firmy. Wykroje w formacie PDF sprzedawane są w pakietach w których znajdują się 3 rozmiary. Jak na złość ja jestem pomiędzy 14 a 16, a sprzedawane pakiety to 10-12-14 albo 16-18-20. Poza tym kupując wykrój dostajemy 3 osobne pliki, każdy rozmiar jest osobno. Z jednej strony fajnie bo nie mamy miliona kresek na wydruku a z drugiej jeżeli ktoś ma np biust rozmiaru 18 a biodra 14 to ma problem bo ciężej jest zmniejszyć/zwiększyć taki wykrój.
Zdecydowałam się na kupno większych rozmiarów no bo wiadomo - łatwiej jest zmniejszać potencjalnie za duży ciuch niż powiększyć za mały. Niestety tym razem podjęłam złą decyzje. Po uszyciu kieszeni zakładek z przodu i sfastrygowaniu szwów, zaszewek i zamka przyszedł czas na przymiarki... Najnormalniej w świecie tonęłam w tych spodniach. Wyprułam fastrygę, przycięłam spodnie z każdej strony o 1,5 cm... Niewiele lepiej. Spodnie przycięłam znowu o 1-1,5 cm, pogłębiłam zakładki... Uff, pasują w talii. Łącznie zmniejszyłam obwód talii o jakieś 12 cm o ile nie więcej!
Spodnie w dalszym ciągu są bardzo obszerne. W dużej mierze to moja wina - powinnam je uszyć z wiskozy, jedwabiu albo czegoś "lejącego się". Ja zadecydowałam, że zakładki przy kieszeniach bedą wygladaly lepiej w satynie bawełnianej ;) Jest ona troche za sztywna na ten typ spodni i zamiast ladnie oplywać moje ksztalty, odstaje w malo atrakcyjny sposób.
Niemniej jednak sporo sie nauczyłam szyjąc Antonię. Po wielu przymiarkach nie mogłam już się patrzeć na moj tyłek. Rozwiazaniem problemu był Rudzielec ktory zrobil mi kilka zdjęć więc mogłam lepiej sie przyjrzec co sie tam dzieje ;) Okazało się też że pogłębiajac szew w kroku spodnie robia sie... większe. Normalnie magia!
Ja to się mowi - pierwsze koty za płoty! Akurat wczoraj zaczęłam szyć ten sam wykroj w innym, bardziej odpowiednim materiale. I pewnie byly by już skończone, ale jestem na antybiotykach, które mnie skutecznie przymulają i zszylam ze soba złe części. Teraz czeka mnie dluzsza sesja prucia...



piątek, 13 lutego 2015

Pingwin z Sydney

Trochę przewrotnie bo nie będzie ani o pingwinach ani o Sydney. A przynajmniej niewiele ;) Ale żebyście nie narzekali to wrzucę zdjęcie pingwina z Sydney. Słodki, nie?

Kiedy w listopadzie poleciałam do Sydney wiedziałam ze przywiozę sobie tkaniny jako pamiątki.  Po wygooglowaniu sklepów zdecydowałam się na odwiedzenie Tesutti Fabrics niedaleko głównej stacji kolejowej. Weszłam do sklepu i nogi się pode mną ugięły- tyle pięknych tkanin, szczególnie jedwabi! Moj entuzjazm trochę opadł jak zerknęłam na ceny - niektórye jedwabie przekraczały $100/m! Tańsze tkaniny wciąż były droższe niż te do których jestem przyzwyczajona. Udało mi się jednak wybrać fajna bawełnę z wzorem brzegowym, kawałek różowej wiskozy i tkaninę o nazwie "penguin flap" I stad ten pingwin w poście ;)
Materiał zaintrygował mnie swoja faktura. Jest mocno rozciągliwy, a do bazowej siateczki przyszyte są falbanki. Kupiłam jedynie 0,6 mb bo tylko tyle mieli go w sklepie. Akurat na zwykłą koszulkę.
Skorzystałam z modelu 125 z Burdy 6/14. Pominęłam zakładki  i zmniejszyłam wycięcie z tylu żeby zamiast bokserki mieć zwykły top. Musiałam go tez skrócić bo miałam za mało tkaniny. Dekolt i brzegi ramion wykończyłam podszywając je podwójną igłą. I tyle ;)
Okazało się jednak ze nie za często sięgam po te koszulkę - sztuczny material sprawia ze w upały jest mało przyjemna w noszeniu. Jakoś tez średnio pasuje mi do mojej garderoby, a faktura materiału sprawia ze noszenie jej włożonej do spodni czy spódnicy wygląda tragicznie... Mimo wszystko wciąż zdarza mi się ja nosić i zawsze myślę sobie wtedy o pingwinach ;)


Obowiązkowe głupawe zdjęcie ;) 
 I zbliżenie na fakturę materiału:

A tak mniej szyciowo a bardziej blogowo - padł mi aparat. Nie to żebym tego nie oczekiwała bo od dawna miałam z nim problemy. Od jakiegoś czasu tez rozglądałam się za następcą i już podjęłam decyzje ale chce ja jeszcze przemyśleć i skonsultować ze znajomym. W związku z tym następny post pojawi się pewnie pod koniec miesiąca. Pozdrawiam!

środa, 4 lutego 2015

Co u mnie słychać czyli zdjęciowe migawki

Cześć i czołem! Pewnie zauważyliście, że dawno nie było u mnie tygodniówek - nie potrafiłam się zebrać do regularnych postów z tej serii. Ale z drugiej strony bardzo lubię tę serię więc postanowiłam ją przekształcić w migawki, które będą się pojawiały co jakiś czas :) Zapraszam więc na styczniowe zdjęcia:

Po pierwsze w ogródku miałam fajnego gościa. Przesłodki jeż Jerzy wpadł w odwiedziny, niestety nie został na stałe. Przy okazji dowiedziałam się że jeże w Nowej Zelandii to szkodniki!!! Stanowią one zagrożenie dla ptaków nielotów które jaja składają na ziemi czyli m.in. kiwi.

Dojazdy do pracy umilałam sobie czytając biografię Zbigniewa Lwa-Starowicza. Bardzo ciekawa książka, chociaż autobiografie nie są moim ulubionym rodzajem literatury. Teraz czaję się na biografię profesora Religi ale ceny za przesyłkę zwalają z nóg. Tym bardziej że wiem ile taka przesyłka powinna kosztować więc nie uśmiecha mi się płacić kilka razy więcej...

W międzyczasie mięło 5 lat od kiedy pewien Rudzielec do mnie podszedł i powiedział "hello" Tym samym wywrócił mój świat do góry nogami. W domu czekały na mnie kwiaty i kolacja :)


Co tu dużo mówić - lato w pełni! Jest u nas słonecznie i ciepło, czasami wręcz upalnie - oczywiście jak na nowozelandzkie warunki. Ponieważ pogoda tutaj jest bardzo umiarkowana wszystko powyżej 25 stopnii uznawane jest za upały ;)

Ostatnio było też trochę szycia, chociaż nie tyle ile bym chciała. Ale może w ten weekend się wreszcie uda spędzić trochę czasu z maszyną.

Kilka tkaninowych zakupów z poczatku stycznia. Kolorowe groszki są na legginsy do biegania, czarny nylon na kurtkę a czarne groszki są już pocięte i może uda mi się z nich stworzyć spodnie. Staram się robić bardziej planowane zakupy tkaninowe, bo szafa coraz ciężej się zamyka ale ciężko się powstrzymać. Ale z drugiej strony coraz wiecej wiem o szyciu wiec moje zakupy są coraz bardziej trafne. Pozostaje mi tylko zużyć zapasy ;)
Pochwalę się nowymi krzesłami w mojej kuchni :D Trzy noce zajęło mi ich skręcenie ale prezentują się fantastycznie!

Kolejne zdjęcie związane jest z tym co ostatnio mnie pasjonuje - bieganie. Zaczęło się niewinnie od kilku spontanicznych biegów w listopadzie, potem w grudniu się zmobilizowałam i zaczęłam biegać regularnie 3-4 razy w tygodniu. W styczniu kupiłam nowe buty (nie te ze zdjęcia) i zaczęłam zwiąkszać dystanse. Ponieważ bieganie zajmowało mi całkiem sporo czasu po pracy (10-15 min dojście na boisko dookoła którego biegam, 30-45min bieg, powrót do domu, 15 min rozciąganie, prysznic) Postanowiłam się trochę inaczej zorganizować i zaczęłam 2 razy w tygodniu biegać do pracy z samego rana. Niebieski plecak spokojnie miesci ubrania na zmianę a zaprojektowany jest właśnie dla biegaczy. W pracy mamy prysznic więc nie ma problemu z higieną no i przed godziną 8 mam już zaliczony trening. W tym tygodniu wrzucam trochę na luz bo zaczęłam mieć problemy z piszczelami. Trochę za szybko dodawałam kilometry i niestety nieprzygotowane mięśnie się zbuntowały. Ale to nic, wiem już co i jak z tym robić i mam nadzieję, że do 22 lutego bedę już biegała bezproblemowo :) Zapisałam się na mój pierwszy bieg zorganizowany, mam nadzieję ze się uda!

A po bieganiu trzeba coś dobrego zjeść... Musze uzupełnić moje zapasy masła orzechowego!



Z innych nie-zdjęciowych newsów- zapisałam się na tańce i co tydzień sobie swinguje. To nic że mam dwie lewe nogi jak daje mi to mnówsto radochy i poprawia humor. Poza tym ostatnio spędzam trochę czasu na stronach z aparatami fotograficznymi. Mója biedna cyfrówka ledwo zipie, a ja od dawna mam chętkę na coś bardziej zaawansowanego. Lustrzanki mnie odrzucają swoimi gabarytami więc czaję się na bezlusterkowce, już nawet chyba wiem jaki model tylko postanowiłam jeszcze się trochę podokształcać z zakresu parametrów i rożnego rodzaju obiektywów etc...

To tyle na dziś!
Miłego dnia!!

wtorek, 27 stycznia 2015

W paski i paseczki

Paski to jeden z mich ulubionych wzorów wiec jak zobaczyłam ta tkaninę na wyprzedaży w cenie 3$ za metr nie wahałam się ani chwili. Pomyślałam ze tkanina fajnie będzie się prezentować jako sukienka i jako punkt wyjścia wybrałam model 124 z Burdy 4/2013. O ten:

W międzyczasie wyszło na jaw ze ten wzór nie sprawdzi się na rękawy - był zbyt przytłaczający. Zamiast długich rękawów doszyłam wiec rękawki z sukienki 114 (Burda 5/2014) Rezultat całkiem mi się podoba. Sukienka prosta w wykonaniu, dość fajnie się prezentuje, chociaż na zdjęciach leży trochę za wysoko. Zrezygnowałam z zamka, mój material to cienki jersey wiec zamka nie potrzebował. Niestety sama tkanina ma w sobie sporo czegoś sztucznego i rzadko po nią sięgam. Okazało się tez ze jest dość kiepskiej jakości - strasznie się zmechaciła i zbrzydła po stronie na której nosze torebkę :( 

Jak widać chodziłam kolo domu i szukałam miejsca na zrobienie zdjęć ;)







sobota, 17 stycznia 2015

Zimowe wyzwanie Natalii - podsumowanie

Znacie Natalię z bloga Jest Rudo? Jak nie to polecam się zapoznać jak najszybciej.; Natalia postanowiła umilić Wam zimowe miesiące a mnie bardzo kiepski początek lata i zorganizowała zimowe wyzwanie. Tematów było 30 - jedne łatwiejsze, inne wymagały przemyśleń. Dzisiaj przyszedł czas na podsumowanie (w przypadkowej kolejności). Część zdjęć pojawiła się na instagramie, część ma swoją premierę tutaj. Niestety nie udało mi się zrobić wszystkich zdjęć. Może następnym razem? ;)

jak slodko | blysk | przytulnie

Przepyszne ciacho 3 Bit z bloga Moje Wypieki (nie podaje linka bo grozi to natychmiastowym złamaniem wielu przyrzeczeń noworocznych!) Błysk to oczywiście male bling bling które sprawia ze zwykła sukienka zaczyna się nadawać na większe wyjścia a przytulnie skojarzyło mi się z przepyszną herbatką i mięciutkim, cieplutkim swetrem


bez pospiechu | choinka | ludzie

Bez pospiechu przygotowywane i jedzone są śniadania w weekendy. Choinka moich znajomych prezentowała się pięknie we wnęce z oknami,  a ostatnie zdjęcie to ludzie którzy postanowili wspomóc fundacje Kids Can i wziąć udział w biegu Mikołajów. 

na okrągło | tylko w zimie | autoportret

Na okrągło mogłabym jest przepyszne lody w cieple dni. Szkoda tylko, ze tych dni w tym roku jak na razie było jak na lekarstwo... Z to tylko zima powinno się wylegiwać przed kominkiem :) 

na talerzu | w drodze | przyjemności 

Uwielbiam wiosnę i lato głównie za to ze jest wtedy sezon na tanie warzywa. Grilowane szparagi, papryki, cukinie i grzyby mogłabym jeść bez końca! Czarno-białe zdjęcie zostało cyknięte podczas powrotu do domu. Książki to moja słabość a czytanie ich to sama przyjemność!

czerwienie | na zewnątrz | płomień 

Pohutukawy swoimi czerwonymi kwiatami zwiastują lato i święta. Na zewnątrz właśnie kończył się pierwszy dzień roku. Świecznik z soli himalajskiej to prezent od mojego Rudego i kojarzy mi sie z polskimi lampami solnymi :)

ksztalty | cicho-sza | blisko

Makaron o rożnych kształtach przydał się do zdjęcia. Biuro po przerwie świątecznej świeciło pustkami, większość współpracowników przedłużyła sobie wakacje :) Blisko za to są Mistrzostwa Świata w krykiecie... Coś czuję, że wpłynie nam to na kalendarz towarzyski :/

poczuj | za oknem | drobne przyjemności

Poczuj zapach frangipani... cudowny! Za oknem światła miasta w oddali. Moje małe przyjemności to fantastyczne lakiery Essie. Tylko one trzymają mi się na paznokciach przez ponad tydzień :)

piątek, 16 stycznia 2015

Na bialo i czarno

Pusto się ostatnio na blogu zrobiło... Zabieram się za pisanie od dłuższego czasu ale ciągle coś mi nie po drodze. Najbardziej nie po drodze jest mi do mojego laptopa z którego najlepiej się pisze. Jak jestem w domu to mam mało czasu na komputer, a znowu w pracy mój komputer nie chce współpracować z polskimi znakami! Ale żeby nie przedłużać - w weekend pojawi się podsumowanie zimowego wyzwania fotograficznego, na pewno pojawi się tez niedługo zdjęciowa migawka i mam jeszcze kilka zaległych ciuszków do pokazania z 2014 roku :)


Jednym z moich planów szyciowych było (i jest) szycie więcej rzeczy do codziennego noszenia. Najbardziej kreci mnie jednak szycie sukienek wiec postanowiłam sobie ze na każde 3-4 ukończone rzeczy mogę sobie uszyć sukienkę ;) Kolejnym moim planem na ten rok jest zużywanie zapasów i dokupywanie tkanin tylko na konkretne projekty. Spódniczka z dzisiejszego postu to konsekwencje tych dwóch założeń.

Powstała z może 0.6mb rozciągliwej bawełny o fakturze dżinsu w fajne czarno-białe wzorki. Tkanina kupiona chyba w maju zeszłego roku z myślą o sukience chociaż nie mogłam się zdecydować co do modelu. Wciąż mam ok 1,5m tej tkaniny i przez chwile myślałam o uszyciu z niej spodni ale chyba nie odważyłabym się w nich chodzić (oczywiście jakby się udały).

Spódnica to model 113 z kwietniowej Burdy. Zrezygnowałam z kieszeni żeby szybciej się szyło. Ponieważ moja tkanina ma dość sporo lycry postanowiłam zrobić ja 2 rozmiary mniejsza. Spódnica wciąż jest odrobinę ze duza i nie ma opcji noszenia jej wysoko. Poza tym tutaj dochodzi jeszcze kwestia mojej figury - jestem niska klepsydra i ten wysoki stan na mnie nie leży dobrze - musiałabym go porządnie wyprofilować. Ale ze len ze mnie to nosze ta spódnicę normalnie na biodrach. Nie jest idealnie ale na co dzień daje rade i w sumie często ja nosze. 
Zdjęcia takie sobie ale tylko takie mam. Byc może zdjęcia poprawia się niedługo dzięki dołączeniu się do grupy szyjących blogerek tutaj z Wellington. Dzisiaj miałam okazje się spotkać z kilkoma z nich i zostałam bardzo milo przywitana :) 



Jedna strona mi się minimalnie przesunęła podczas szycia ale generalnie zadowolona jestem dobrego ułożenia wzorów.




I tyle na dzisiaj :) Trzymajcie sie!


Pages - Menu